Społeczeństwo przemysłowe

Społeczeństwo przemysłowe, właściwe rozwiniętej fazie produkcji, od swoich członków wymaga systematyczności, umiejętności skupiania uwagi, pracowitości. Cały okres bytu osiadłego był szkołą przygotowawczą w tym kierunku, a nasze wywody o szczepach, z których pochodzą niewolnicy, dostatecznie uwydatniły tę właściwość stałego trybu życia pod względem rugowania natur opornych: wykazaliśmy, iż uzdalnia on człowieka do wykonywania pracy, której zbywa na wszelkiej podniecie wewnętrznej w jaźni pracującego. Ale osiadły byt oddziaływa jeszcze rozleglej; tępi charaktery tułackie, nie sprzyja animuszowi wojowniczemu, usuwa natury odruchowe. Dzieło to, rozpoczęte w okresie barbarzyńskiego rolnictwa, nasza epoka, napiętej pracy, ciągnie dalej. Ale jej działanie obok dodatnich rysów posiada i ujemne. Życie tegoczesne, ćwicząc umiejętność łożenia systematycznego wysiłku, fizycznego i umysłowego, i powstrzymując odruchowość, jednocześnie przestało ćwiczyć w jakikolwiek sposób hart ducha, zamiast miecza łokieć i miarka stały się szanowanymi narzędziami dorobku i pomyślności materialnej, reklama z kłamstwem zamieniły się na powszednie fortele dopięcia celu. Życie wszelkimi sposobami jęło ścierać ostre rysy indywidualności ludzkiej. Nastąpiły czasy, zgoła nie sprzyjające rozwojowi nawet tych zarodków tężyzny, jakie jeszcze istnieją. Industrializm oparł stosunki społeczne na zasadach zgoła odmiennych od maksym, którymi rządzą się plemiona Ameryki czerwonoskórej. U Catlina znajdujemy opisy katuszy, zadawanych corocznie przez dorastające pokolenie mężczyzn samym sobie, celem wykazania męstwa, przez dorosłych zaś dla udowodnienia, iż nie utracili jeszcze hartu. Niepodobna bez zgrozy czytać opisu tych męczarni. Było to systematyczne torturowanie ciała, przypominające procedurę sądową Inkwizycji, a nadto masowe, bo każdy mężczyzna, który pragnął być mężczyzną nie tylko z imienia, ale i w rzeczywistości, musiał poddać się ćwiczeniom i przenieść mężnie cierpienia. Ci, którzy byli słabi, ginęli, niewytrzymali spędzali resztę życia w ubiorze kobiecym. W parze z hartem ducha szły szczerość i prawdomówność, zresztą w prostym ustroju pierwotnego społeczeństwa nie było miejsca na kłamstwo. Okres osiadły, a tym bardziej industrializm nowoczesny usunęły takie ćwiczenia wytrwałości fizycznej i męstwa, zalety te są dla niepobojętne. Natomiast umożliwił wraz z pozostawianiem potomstwa istnienie niedołężnym, słabowitym, tchórzliwym osobistościom, a nawet uposaża ich lepiej, niż okazy typu niesfornego i junackiego, bo naprzód, jak głosi przysłowie, „pokorne cielę dwie matki ssie”, a powtóre „na miejscu i kamień obrasta”. Z każdym pokoleniem liczba typów, wdrożonych w karby systematycznego, lecz zarazem potulnego życia, wzrasta.

Mówiąc o łamaniu niesfornych natur i wdrażaniu ich w tory cywilizacji przemysłowej, pospolicie widzą w tym procesie jedynie dodatnie strony. Zapominają jednak, że o ile umiejętność systematycznej pracy, oraz samotności i zrzeszania się w potrzebie, wreszcie obmyślonego celowego postępowania stanowią dodatnie nabytki, to natomiast cały kierunek rozwojowy cywilizacji dotychczasowej wpływa jak najfatalniej na charakter jej członków. Rzeczywiste i jedyne bogactwo narodów – to tężyzna i indywidualizacja osób, przejawiająca się w rzutkości, oryginalności, prawdomówności, wreszcie w harcie ducha i nawet niesforności, o ile ta ostatnia nie zagraża rozprzężeniem społecznym i krzywdzeniem innych. A właśnie to bogactwo uszczupla się. Cywilizacja nie stwarza go, bo, nie mając potrzeby, nie powołuje odpowiednich doborów do działania; nie wyrabia nawet zwykłej energii i inicjatywy. O ile wymaga tych przymiotów, czerpie je z istniejącego od wieków zasobu.

Dobory, właściwe zróżniczkowanemu na warstwy społeczeństwu, tępiły i tępią takich eugenistów – dawnej na polach walki i w zapasach domowych, dzisiaj za pomocą miast i wielu innymi sposobami. Możemy z całą stanowczością twierdzić, iż okres cywilizacyjny żyje spadkiem po czasach barbarzyństwa, trwoni go zaś niemiłosiernie, tak samo, jak marnotrawi pokłady węgla, nagromadzone przez ubiegłe epoki geologiczne, bez żadnej myśli o przyszłych pokoleniach.

Typy „pokojowe”, potulne, wzrastają w liczbę procentową i niewątpliwie stanowią wśród tego czesnych społeczeństw przemagającą większość. Przedstawiciele tężyzny antropologicznej, niszczeni przez otoczenie, rozpraszają swe zalety jeszcze i za pośrednictwem związków małżeńskich z okazami tamtego typu. Wprawdzie pewna część dzieci idzie w ślady energicznego rodzica, lecz druga – ślamazarnego, największa zaś część będzie co do swoich przymiotów powyżej ostatniego, ale niżej pierwszego. Taka niwelacja bogactwa antropologicznego jest dla gatunku narodowego jak najszkodliwszą, bo wyjaławia go tak samo, jak najbardziej napięte dobory.